Bigbit.
Wiem, że lubicie jak Wam śpiewam. Co dzień czekacie na ‘heloł, heloł, is there anybody in there’ z kawałka ‘Comfortably numb’ skowerowanego przez tranzestorów scissorsów. Takie małe rozluźnienie między matmą z jurą a wosem z dżonym. Ale największe szoł daję po godzinach. W zależności od humoru. Salsa latino z Gipsy Kingiem od przedpokoju do kuchni- czysty dirty dance
Albo korytarzowe pogo. Pogo to wisienka na torcie – smaczek który nie zna granic muzycznych. Jackson działa na mnie oczywiście po majkelowsku. Przy Whole Lotta Love jestem wszystkimi instrumentami i wokalem (ale solówki na gitarce… mmm…). Natomiast pamiętna noc w krakowskim Psie nadała Cykadom na Cykladach tytuł absolutnego guru w tańcach na stole. A Moloko… moloko = transsss
Kończąc na Diva dance z Piątego elementu, w którym jestem oczywiście divą, ale to inna bajka
Jest jeszcze Toxic. Tak to Toxic, o którym myślisz. Jest nawet układ do Toxic, ale UMOWA!!! Allleeee…..
Źródła mojej muzykalności należałoby szukać w latach, gdy dostałam pierwszą pałę w życiu za to, że nie wzięłam kredek do szkoły. Czasy wąsko pojmowanego buntu i Smerfnych hitów, które starały się kształtować nasz światopogląd. Ale nie po to wychowaliśmy się na Nadstawnej. ‘Kocie flaki’. Tego się nie zapomina, co nie Prześmiewczy Chamie? Byliśmy dumni z nazwy jaką ochrzciliśmy nasz hewimetalowy band. Nie mniej oryginalni niż Nirvana, nie mniej estradowi niż ABBA. Sztuka par excellence. I jakby Prześmiewczy Cham nie przyniósł na podwórko zabawy w banque, pewnie zrobilibyśmy porządek z dzieciakami w ‘Piątce’. A tak musiałam zostać kasjerką i opiekować się bankomatem z pudełka po butach. Takie zabawy trwały miesiącami zimowymi, bo w lecie to robiliśmy sobie kąpiele błotne…
Tak na marginesie to fajnie było jak mama z balkonu wołała na obiad. Po tym jak krzyknęła 10 raz (zawsze dodając, że nie będzie dwa razy powtarzała) wracaliśmy styrani jak z pracy w Wujku, ale już umówieni na ‘za godzinę’. A mina mamy jak zobaczyła niedzielne ciuszki całe zabłocone po budowach kanałów – bezcenna :]
Do tej pory, przechodząc obok górki przy moim bloku, zdarza mi się wymyślać w głowie koncepcje poprowadzenia nowych błotnych kanałów. Założę się, że Wy też tak macie :]
‘hey, hey, hey that’s what I say…’
PS. Nigdy nie pójdę na molo z chłopakiem, który słucha techno Lub disco-polo ;]
Wschodnia wioska czyli: News from Bombaj.
U Maśki gorzej być nie mogło – jest. Blondynka odkąd siadł legalnie za kółko szasta naszymi życiami. Ostatni wypad do lubelskiego maka pochłonął ich aż trzy: 1. manewr wyprzedzania na podwójnej z nadjeżdżającym z naprzeciwka samochodem ( ‘nie ulegało wątpliwości, że zdążymy’) – zdążyliśmy na styk. 2. manewr wyprzedzania na zakręcie (‘była dobra widoczność i wydawało mi się, że nic nie jedzie z naprzeciwka’) – już szliśmy do światła, gdy B. dał po hamulcach i schował się za wyprzedzany samochód. 3. próba nerwów kierowcy autobusu, któremu wpieprzyliśmy się pod koła, zmieniając pas na zewnętrzny już w centrum miasta. W tym momencie hamulce też się sprawdziły, więc nie rozumieliśmy czemu Pan się tak ‘zdenerwował’. Jak zażeraliśmy cheesburgery cali i zdrowi, wybaczyliśmy Blondynce – w końcu miał prawo jazdy dopiero kilka godzin i te 150 km. do przejechania mogło go trochę ‘onieśmielić’…
Przez tą mrożącą krew w żyłach opowieść zapomniałabym o… no właśnie jakby tu ochrzcić ostatni, brakujący element Ekipy… Ksywy z podstawówki już się przeterminowały… Mam! Prześmiewczy Cham! To miano sprezentowała mu Latina. Trafnie i jakże poetycko. Tak więc z Prześmiewczym Chamem ostatnio da się żyć. Chyba pojął, że przesadny ‘mockingbirding’ w moim kierunku nie prowadzi do niczego dobrego… Heh.
Ogólnie jak to w Ekipie… Wzajemnie się wspieramy a jak ktoś nawali to spotykamy się z nim w Country i wygarniamy. Gdy atmosfera już zostanie oczyszczona, wszystko kręci się po staremu.
Jeśli chodzi o mnie to od miesiąca dręczy mnie jedna myśl – zabraknie mi czasu. Kalendarz to mój wróg. Gdyby to jeszcze chodziło o powtórki, ale przecież materiał jest dla mnie zupełnie nowy. Maswerk, westwerk, groteska, arabeska, architraw i archiwolta. Zajebiście sobie wybrałam. „ może chociaż będzie można coś ściągnąć?” – mama starała się dać mi jakieś pociesznie. Taaa, ściągnę. Na pewno ściągnę. Historię sztuki zdaje aż 3 osoby, więc dlaczego komisja miałaby zwrócić uwagę właśnie na mnie? I tylko niż demograficzny zdaje się wyciągać do mnie pomocną dłoń. W nim cała nadzieja.
Jaką przyjąć strategię przygotowując się do egzaminu czyli złote rady Centralnej Komisji Egzaminacyjnej: garść tussipectu, hektolitry kofeiny, gorący kubek w środku nocy i nie zwracanie uwagi na anomalie pulsującej głowy. Good night and good luck.
A tak na marginesie to zwą mnie Łania.
-Wspieramy Cię…
Łania Dobra Rada:
Nie eksperymentuj Dziecko z gałką muszkatołową

